Choroba dziecka jest zawsze niesamowicie trudnym momentem w życiu rodzica. Nikt nie chce patrzeć na to, jak jego dziecko cierpli. Oddalibyśmy wszystko, aby mu pomóc i wydalibyśmy każde pieniądze za kilka minut ulgi. Doskonale to rozumiem bo Gu choć przeżyła dopiero 7 miesięcy to na swoim koncie ma już kilka chorób. Gu jak choruje to już na całego. Niektóre dzieci mają katar, czasem kaszlą, boli je gardło. Gu jest zdrowa a jak już ją "coś" zaatakuje to od razu 40 stopni gorączki, fontanna z nosa, rozpalone gardło i biegunka.
Jak pomyślę o biegunce to od razu mi słabo :) Pierwszy raz borykaliśmy się z nią, kiedy Gu miała 6 tygodni. To był straszny czas. Biegunka z krwią. Tydzień czasu w szpitalu na "niezwykle wygodnym" łóżku polowym, na którym spałam ja i Gu chociaż jej teoretycznie nie było wolno tam spać. Okropny czas. Gu złapała wtedy jakąś infekcję bakteryjną lub wirusową bo badania wykazały podwyższone CRP. Na szczęście po tygodniu przeszło.
Kolejna biegunka pojawiła się, kiedy Gu miała już skończone 7 miesięcy. Zaczęło się niepozornie bo od kataru. Dopiero co wróciłam do pracy a Gu trzy razy była w żłobku i od razu choroba. Byłam zła na tą sytuację. Wzięłam sobie jeden dzień wolnego, jeden dzień wziął sobie mój mąż i poprosiłam mamę o to, aby również zrobiła sobie dzień wolnego od pracy. W czwartek Gu miała iść do żłobka. We wtorek czuła się całkiem dobrze. Pozwoliliśmy sobie nawet na to, aby zabrać ją pod wieczór na małe zakupy spożywcze. Niestety, kiedy nadszedł czas wieczornej kąpieli dobre humory nas opuściły.
Mąż jak zawsze przygotował wodę. Ja rozebrałam Gu i włożyłam ją do wanny. Po chwili zobaczyłam, że mała się trzęsie i ma sine usta. Myślałam, że ma za zimną wodę. Dolaliśmy więc ciepłej. Kiedy ją wyciągnęłam z wanny zrobiła się cała sina i to skłoniło mnie do zmierzenia jej gorączki. 37,5 stopnia czyli bez tragedii. Dostała syropek (zapobiegawczo) i do spania. Co chwile wstawałam w nocy i mierzyłam gorączkę. Ta stale rosła. Nad ranem było już 39,4. Podałam syrop przeciw gorączce ale nie pomógł. Gu prawie nie spała. Ciągle popłakiwała. Pół nocy spałam na siedząco z nią na rękach. Jakby tego było mało zrobiła 2 kupy. Niby nic niepokojącego ale Gu robi kupy raz na dwa, trzy dni. Rano pojechaliśmy do lekarza.
Lekarka orzekła zaczerwienione gardło więc ZAPOBIEGAWCZO podała małej antybiotyk. Temat kup zbagatelizowała (w końcu to tylko dwie więc o co mi chodzi?!). Wykupiłam leki i zawiozłam małą do mamy a sama poszłam do pracy. Nigdy nie miałam chyba jeszcze takich wyrzutów sumienia jak wtedy. Zostawiłam ją samą jak była taka chora no ale cóż musiałam .... Mała cały dzień nic nie jadła i nie piła. Co więcej kup było co raz więcej. Kiedy pojechałam po nią po pracy pojawiła się już biegunka z krwią. Kupiłam w aptece ORS 200. Na siłę strzykawką podałam jej pół buteleczki i odstawiłam antybiotyk. Na ulotce jasno pisało, że POWODUJE BIEGUNKĘ. Jak można dziecku, które ma biegunkę podać antybiotyk, który ją wywołuje? Może ja się nie znam, nie studiowałam medycyny, ale wydaje mi się, że w takim przypadku wchodzi w grę tylko dożylne podanie antybiotyku. Gu strasznie się męczyła. Byłam już spakowana do szpitala. Podawałam jej picie na siłę. Na szczęście po jakimś czasie sama zaczęła pić (po około 2 godz). ORS 200 zadziałał i w nocy nie mieliśmy żadnej kupy. Rano była jedna ale już bez krwi.
Kolejna wizyta u lekarza i tym razem okazało się, że dziecko nie kwalifikuje się do antybiotyku zatem na gardło Gu dostała syrop i mleczko na biegunkę - 1 opakowanie Humana z MCT. Jako, że mleko miało 350 gram skończyło się po dwóch dniach. Biegunka ustała więc podaliśmy Gu normalne mleko. Niestety znów powróciła biegunka i krew. Był weekend więc trzeba było jechać na pogotowie po receptę na Humanę a następnie szukać apteki z dyżurem, w której mleko to jest dostępne (wbrew pozorom wcale nie jest to łatwe - obdzwoniłam wszystkie w regionie i znalazłam ten produkt tylko w JEDNEJ!). W poniedziałek była kolejna wizyta u lekarza i tym razem zalecenie stosowania tego mleka przez co najmniej trzy, cztery tygodnie. Pani doktor miała zapisać 4 opakowania mleka ale zapisała tylko 1. Skutkiem tego trzeba było za 3 zapłacić pełną kwotę. Na szczęście farmaceutka sprzedała nam to mleko w ilości, w jakiej mąż chciał pomimo recepty tylko na 1 opakowanie. Ah...
Konkluzja tego wpisu jest jedna: JUŻ NIGDY NIE ZAUFAM LEKARZOWI! Gdyby nie ten antybiotyk Gu już po jednym dniu byłaby zdrowa. Tymczasem mała męczyła się przez tak długi czas. Ah :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz