Kupuję Gu ubranka w popularnych sklepach sieciowych. Nie są one najtańsze, przeważnie zaraz po zakupie wyglądają rewelacyjnie. Niestety już po pierwszym praniu tracą na tej atrakcyjności. Po kolejnych jest jeszcze gorzej aż tu po 3-4 mogę sobie je wykorzystać jako ścierki do podłogi. Body z Cool Club po kilku praniach ma takich dekolt, że się boje, że dziecko zaraz przez niego wyjdzie z tego ubranka. Jest tak porozciągane, że spada z ramion. Świetna jakość jak za takie pieniądze :)
Już jakiś czas temu przestałam kupować kaftaniki bo po drugim praniu były 3 razy szersze jak dłuższe. Sam materiał też nie wyglądał zbyt dobrze. Strasznie mnie to irytuje bo ubrania dla dzieci są naprawdę drogie i nie kupuję ich na targu ale w sklepach, które reklamują się jako "markowe". Ostatnio Gu dostała od dziadków śliczne body też ze Smyka, które kosztowało 25 zł. Za tyle można z powodzeniem kupić damską koszulkę a tutaj tego materiału jest znacznie mniej. Body wyglądało świetnie do drugiego prania. Po nim cekinki odpadły, a sam materiał wygląda jakby miał ze 100 lat. Już lepiej wyglądają bodziaki z Tesco, które upolowałam na promocji po 5 zł za sztukę. Ah...
Czy was też to tak denerwuje? Ile trzeba dać za dziecięce ubranka, żeby wyglądały dobrze?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz